Na dwa tempa

Tutaj zadajemy pytania o to jak palić fajkę i mamy dużą szansę na uzyskanie odpowiedzi

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
almik
Fajkowy Dyskutant
Fajkowy Dyskutant
Posty: 127
Rejestracja: 08 października 2004, 07:09 - pt
Lokalizacja: Zgorzelec

Na dwa tempa

Post autor: almik »

Pojawiały sie już na naszym Forum informacje o paleniu VA "na dwa tempa". Tzn. palimy jakie¶ 15, 20 min odstawiamy nasz± oblubienicę aby "ochłonęła" i potem zapalamy drugi raz. Nie wiem jakie s± Wasze do¶wiadczenia w tym rodzaju palenia ale moje jak najbardziej pozytywne. To drugie odpalenie wyzwala jakby dodatkowe walory VA, a poza tym nie ma problemu z całkowitym wypaleniem "ziółka". Dodam tylko że operowanie ubijaczkiem ograniczam do minimum. Zreszt± nie ma takiej potrzeby, tytoń spala się wspaniale. Ne tworz± się "miseczki" niedopalonego tytoniu, pozostaje tylko popiołek.
Niech nam fajka pomyślności nigdy nie zagaśnie (BLF).
Awatar użytkownika
Thorgal
Fajczarz
Fajczarz
Posty: 175
Rejestracja: 07 października 2004, 13:37 - czw
Lokalizacja: Warszawa/Łódź
Kontakt:

Post autor: Thorgal »

Nie tylko Va mozna w ten sposob palic z pozytywnym skutkiem smakowym, ostatnio eksperymentuje z Burleyem w platkach ale wczesniej probowalem i dunczykow i La. Najlepszy efekt daje jakies 8-12 minut czekania - w tym czasie fajka stygnie a tyton dostaje "kopa" co powoduje czesto ciekawy , czesto lepszy od pierwszego etapu palenia smak.
Pozdrawiam,

Marek
Hobbit
Fajczarz Weteran
Fajczarz Weteran
Posty: 976
Rejestracja: 07 lutego 2006, 15:42 - wt
Lokalizacja: Świecie Kuj-Pom

Post autor: Hobbit »

Ostatnimi czasy często palę na "raty". Niezależnie jaki tytoń pykam, czy to Va, czy La czy Va+Pq czy nawet aromacik. Oczywiście nie zawsze, ale jako zielonemu fajka potrafi zgasnąć, i zdarza mi się to z regóły po pierwszysch 20-25 minutach palenia. Ale siłą spokoju biorę tą sytuację, usuwam popiół, którego nie zdołałem zebrać kołeczkiem czy niezbędnikiem, delikatnie wzruszam i ubijam tytoń, po czym fajeczka na kilka, kilkanaście minutek wędruje na podręczny składany stojaczek. Jak ostygnie zapalam na nowo i ... doświadczenia smakowe są takie, że tytoń nabiera jakby siły i smakuje intensywniej, a jak sądzę ze względu na to, ze wilgoć wydzielona w pierwszej turze pykania uchodzi podczas stygnięcia pali mi się wyśmienicie. Robię tak tylko w sytuacji kiedy fajeczka sama zgasła, jezeli nie to pykam do samego końca na raz. W każdym razie smakują mi moje fajeczki więc chyba nie beszczeszczę ich tą praktyką. Może jakieś opinie? Może ktoś jeszcze tak robi? Co o tym sądzicie ?
Prawdziwi twardziele nie jedzą miodu. Prawdziwi twardziele żują pszczoły. :)
dopeman
Fajczarz Weteran
Fajczarz Weteran
Posty: 748
Rejestracja: 23 października 2005, 16:16 - ndz
Lokalizacja: Poznań

Post autor: dopeman »

ja palę czesto na raty i to czasem nie tylko dwie ;) aktualnie najlepiej mi się pali bezobsługowo czasem tylko lekko gładząc i przybijając tytoń i po 1 czy 2 wiekszych przewach odsypuje popiół dokładnie tak jak opisał hobbit. poza tym zawsze jak przygaśnie to daje chwile przerwy fajce i nie odpalam od razu. i tym oto sposobem jakoś daję rade palić sucho i przyjemnie, choć jeszcze sporo nauki przede mną ;)
Obrazek Obrazek
Eberloth
Pykacz
Pykacz
Posty: 64
Rejestracja: 05 stycznia 2006, 13:54 - czw
Lokalizacja: Łódź

Post autor: Eberloth »

Na dwa razy :?: A czemu nie na 3? 4? 5? ;) Mnie to przypomina stosunek przerywany. Nie lepiej raz a dobrze? ;) Takie studzenie fajki z niewypalonym do końca tytoniem tylko ją zapaskudzi. Co miało "parować" przy ciągłym procesie palenia będzie wsiąkać w drewno i tyle. Ale jak komuś smakuje, to "przymusu nie ma"

Pozdrawiam wszystkich.
Hobbit
Fajczarz Weteran
Fajczarz Weteran
Posty: 976
Rejestracja: 07 lutego 2006, 15:42 - wt
Lokalizacja: Świecie Kuj-Pom

Post autor: Hobbit »

No jasne że zdarza się na 3, czasem nawet na 4 (ale to juz rzadkość) pykać fajeczkę. Jeżeli lubisz kolego Eberloth to pal do oporu na raz, jak gaśnie to odpalaj od razu. Bo "przymusu nie ma". Fajka niezależnie jak kto pali ma dawać przyjemność, więc niech każdy robi jak lubi. Dla mnie wazne że fajka mi smakuje tak jak palę, a regóły podręcznikowe, czasem przydatne, czasem wręcz przeciwne. A opisać wszystkie sytuacje fajkowe mogące mieć miejsce to nie wiem czy w 10cio tomowej księdze dało by radę. Niech fajka będzie przygodą, a my godnie i ze smakiem tę przygodę przeżyjmy.
Prawdziwi twardziele nie jedzą miodu. Prawdziwi twardziele żują pszczoły. :)
Grzegorz XVI
Fajczarz Weteran
Fajczarz Weteran
Posty: 443
Rejestracja: 13 marca 2006, 17:13 - pn
Lokalizacja: Rzeszów

Post autor: Grzegorz XVI »

popieram Hobbita w całej rozciągłości :)
nie ważne jak, ważne aby odczuwać przyjemność z palenia na raz na dwa czy więcej. Moim zdaniem ile fajczarzy tyle przyzwyczajeń i "złotych" sposobów ;)
gg: 5238466
pozdrawiam
Eberloth
Pykacz
Pykacz
Posty: 64
Rejestracja: 05 stycznia 2006, 13:54 - czw
Lokalizacja: Łódź

Post autor: Eberloth »

Czy to forum fajkowe nazywa się "Fajka Mniej Szkodzi"? Czy to nie tytuł książki Zbigniewa Turka - książki uznawanej przez Szanownych Forumowiczów za, jeśli już nie fajczarską Biblię, to choćby zbiór porad człowieka, który o fajce wiedział bardzo dużo?
Jeśli choć jedna z odpowiedzi na wyżej postawione pytania jest negatywna, nie ma sensu czytać tego postu dalej. Jeśli padło dwa razy tak, to zachęcam do lektury rozdziału: Jak palić "SCS" czyli sucho - chłodno - słodko. Turek pisze (celowo nie podaję numery strony, by nie prowokować toczonego tu już kiedyś akademickiego sporu o numer i rok wydania itp. Kto chce - znajdzie poniższy cytat bez problemu):

"Zdarzyć się może, że niesforny tytoń, mimo twoich rozpaczliwych zabiegów, zadławi fajkę (nie przynosi to oczywiście zaszczytu palaczowi) i jedno już tylko nieszczęsnemu pozostaje: wypróżnić cały "ładunek" i na nowo przeczyścić fajkę"

Co zdaniem Turka należy robić, gdy fajka w procesie nieuważnego palenia zgaśnie? Czy napisał, żeby odczekać i zapalać ją ponownie, bo będzie smakowała lepiej? Zdecydowanie nie - radził zrobić coś wręcz przeciwnego.

Jest co prawda w tym rozdziale kilka zdań poniżej myśl następująca: "Twierdzenie, że fajka nie powinna zgasnąć, jest przesądem pozbawionym jakiegokolwiek uzasadnienia". Zwracam jednak uwagę Szanownych Kolegów na kontekst ostatnio cytowanego zdania. Otóż pojawia się ono przy okazji opisywania czynności rozpalania fajki i tu oczywiście zdażyć się może bardzo często, że przybijając kołeczkiem zapalony pierwszy raz tytoń i wygładzając jego powierzchnię zagasimy żar. To oczywiste, że możemy rozpalać wówczas fajkę drugi, trzeci raz. Zapalanie jej jednak ponowne, dodam wyraźnie by rozgraniczyć dwie kwestie - po odczekaniu kilkunastu minut (a tak radzi Kolega Hobbit) jest właśnie profanowaniem sztuki palenia, co zamierzam w kilku kolejnych zdaniach udowodnić. Nie będę rozwijał wątku zapalenia ponownego fajki OD RAZU po jej zgaśnięciu, moim zdaniem ostatecznie jest to dopuszczalne, choć ja sam zdecydowanie tego nie robię, bo "nie przynosi to zaszczytu palaczowi". Ponownemu rozpalaniu fajki w sposób opisywany przez Was mówię stanowczo NIE!
Oto kolejny, ostatni argument który chcę poruszyć, a który przemawia na moją korzyść w tym sporze: "Pozostawienie w fajce nie wypalonego do końca tytoniu na dłużej niż pół godziny (...) jest "grzechem śmiertelnym" - dno główki zostanie skażone cuchnącą wilgocią" pisze dalej w tym samym rozdziale Zbigniew Turek i choć podaje tu granicę pół godziny to mamy chyba świadomość, że chłonięcie przez wrzosiec kondensatu zaczyna się dużo wcześniej. Opisywane przez Hobbita kilkanaście minut to może nie "grzech śmiertelny", ale grzech przeciwko szlachetnej sztuce palenia fajki z pewnością.

Mnie fajka gaśnie niezmiernie rzadko, a jeśli już raz na kilkadziesiąt odpaleń zgaśnie przed wypaleniem się całego tytoniu - wolę w trosce o wrzosiec zastosować się do wyżej przytoczonych rad. Fajka ma być przygodą, ale ta przygoda ma swoje reguły Drogi Hobbicie. Przepraszam, że popsułem cały wątek dyskusji ośmielając się mieć odmienne zdanie od reszty Forumowiczów. Sądzę jednak, że przytoczone przeze mnie argumenty są dość silne. Eksperymenty przez Was opisywane może i zmieniają smak tytoniu, ale wcześniej czy później mogą doprowadzić do tego, że trzeba się będzie uciekać się do skomplikowanych metod, by wywabić z fajki wątpliwe walory zapachowe kondensatu.
Grzegorz XVI
Fajczarz Weteran
Fajczarz Weteran
Posty: 443
Rejestracja: 13 marca 2006, 17:13 - pn
Lokalizacja: Rzeszów

Post autor: Grzegorz XVI »

zgadzam się z Hobbitem jak i z Eberloth'em :)

fajka jest przygodą którą każdy z nas przeżywa osobno (chodzi tu o własną fajkę :wink: ). Dlatego kiedy zgaśnie to należy odpalić, bo jak nie to co? To że p.Turek pisze, że nie powinno to się zdarzać... ba, łatwo powiedzieć...
każdy z nas nie mieszka sam, więc od czasu do czasu coś może oderwać od rytualnego palenia fajki z ulubionym tytoniem :) ale przede wszystkim MUSI SMAKOWAĆ :) i o to chyba każdemu fajczarzowi chodzi :wink:
gg: 5238466
pozdrawiam
Dziku

Post autor: Dziku »

Eberloth pisze:(...)"Fajka Mniej Szkodzi"? Czy to nie tytuł książki Zbigniewa Turka - książki uznawanej przez Szanownych Forumowiczów za, jeśli już nie fajczarską Biblię, to choćby zbiór porad człowieka, który o fajce wiedział bardzo dużo?(...)
Książkę pana Turka bardzo cenię, ale uważam ją co najwyżej za to ostatnie - zbiór porad. Z perspektywy dzisiejszej wiedzy jest w niej nawet trochę błędów. Na pewno nie jest to dla mnie zbiór fajkowych dogmatów. Znam osobiście wytrawnych fajczarzy, którzy odnośnie czyszczenia fajki, postępowania po jej wypaleniu czy opalania - postępują całkiem inaczej niż opisał p. Turek i... czynią słusznie. Ja np woskuję fajki Carnaubą, albo nie woskuję wcale. Nie używam zachwalanego w FMS wosku pszczelego, ba - uważam go nawet za szkodliwy... Jeśli go stosujesz - Twoja sprawa. Dla mojej fajki oznaczałby jej zniszczenie.
Podobnie jest z odczekiwaniem i ponownym odpalaniem. W sposób celowy - nie stosuję, ale... o tej metodzie poszukiwania innych (lepszych) niuansów smakowych tytoni czytałem kilkakrotnie. Było na grupach anglojęzycznych, był też o ile pamiętam taki wątek (i to nawet chyba obszerniej niż u nas przedyskutowany) na APF. Może jestem po prostu za leniwy na to by zgasić fajkę w połowie, odzczekać i zapalać ponownie - skoro można od razu ze smakiem i do końca.
Ale jak komuś smakuje... to czemu nie. Nie potępiałbym Hobbita. Jeśli pali sucho i chłodno, a ma fantazję fajkę na kilkanaście minut zgasić i ponownie zapalić - to nic złego stać sie nie powinno. Chociaż osobiście, gdyby mi tak smakowało, to paliłbym w taki sposób fajkę raz na kilka paleń prawidłowych i do końca.
Hobbit
Fajczarz Weteran
Fajczarz Weteran
Posty: 976
Rejestracja: 07 lutego 2006, 15:42 - wt
Lokalizacja: Świecie Kuj-Pom

Post autor: Hobbit »

... ma fantazję fajkę na kilkanaście minut zgasić i ponownie zapalić - to nic złego stać sie nie powinno....
:) Małe sprostowanie. Ja nie gaszę fajki specjalnie. Po prostu jezeli mi zgaśnie co czasem mi się niestety jeszcze przytrafia (1-2 razy) na palenie, to po prostu wtedy daje jej odetchnąć. Jeżeli zaś udaje mi się wypalić tytoń w fajeczce na raz to tylko satysfakcję mam że widocznie ciut praktyki nabieram :)
Prawdziwi twardziele nie jedzą miodu. Prawdziwi twardziele żują pszczoły. :)
Awatar użytkownika
elvislike
Moderator
Moderator
Posty: 1931
Rejestracja: 23 grudnia 2004, 13:00 - czw
Lokalizacja: lublin

Post autor: elvislike »

jezeli mi zgaśnie co czasem mi się niestety jeszcze przytrafia (1-2 razy) na palenie,
komu fajka nie gasnie "niech pierwszy rzuci kamieniem". jak to kiedys trafnie okreslil vladislaw: "a co? zapalek nie masz?" mysle, ze przypadki gasniecia wcale nie sa takie odosobnione... mam w tym troche doswiadczenie:-)
pozdrawiam:-)
we are not what we eat, we are what we don't shit... (hugh romney)
dopeman
Fajczarz Weteran
Fajczarz Weteran
Posty: 748
Rejestracja: 23 października 2005, 16:16 - ndz
Lokalizacja: Poznań

Post autor: dopeman »

eberloth: wyrwałeś z kontekstu cytat o zadławieniu fajki, a z tego co mi sie wydaje chodziło o zablokowanie ciągu i otworu dymowego przez spęczniały od mokrego palenia tytoń. wtedy faktycznie pozostaje ładunek wydłubać z fajki.

winszuje tym którzy palą bezproblemowo, raz a dobrze i zawsze do końca. jeśli to jak ja pale i odpalam to zbrodnia przeciwko sztuce palenia - w takim razie jest to niezmiernie przyjemna i relaksująca zbrodnia :D

eberloth, jak wyobrażasz sobie nauke palenia i opalania skoro po zgaśnieciu trzeba by wyrzucić tytoń. tym sposobem to chyba bym ani jednej fajki nie opalił :lol:

komin lśni mi aksamitnym nagarem który wreszcie solidnie pokazał się w mojej najdłużej palonej fajce, nic mi z fajki nie śmierdzi, nic w niej nie brudzi, a im dłużej ją palę i im nagar wyżej tym fajka mi się jakby smaczniejsza wydaje. czyli jak to jest? dobrze ale jednak źle? ;)
Obrazek Obrazek
Dziku

Post autor: Dziku »

dopeman pisze:(...)komin lśni mi aksamitnym nagarem który wreszcie solidnie pokazał się w mojej najdłużej palonej fajce, nic mi z fajki nie śmierdzi, nic w niej nie brudzi, a im dłużej ją palę i im nagar wyżej tym fajka mi się jakby smaczniejsza wydaje. czyli jak to jest? dobrze ale jednak źle? ;)
Pewnie, że dobrze - skoro Ci smakuje. Pal tak, by smakowało Tobie, a nie "ekspertom" czerpiącym smak z Twego opisu :wink:

To, że fajka zgaśnie - nic w tym złego i się zdarza. Pewnym szczegolnym przypadkiem zgaśnięcia jest przygaśnięcie pod koniec czyli "dopalanie resztek". Tu też były dyskusje na Forach. Ha - nawet na kilku fajczarskich prywatnych stronach anglojęzycznych widziałem informacje o niedopalaniu resztek zamieszczoną niemal jak motto :wink: Tu zresztą można podyskutować, bo to i czasem smak już nie ten, i fajkę można uszkodzić przypalając... Nieraz bezpieczniej obsypać popiołem, a potem wyczyścić dokładnie.
Jakub
Fajczarz Weteran
Fajczarz Weteran
Posty: 571
Rejestracja: 28 sierpnia 2005, 22:45 - ndz
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Jakub »

Tak szczerze to kiedy palę fajkę najmniej uwagi poświęcam na pilnowanie by tytoń nie wygasł. Głowę mam zaprzątniętą zawsze czymś ciekawszym. Kiedy zgaśnie to po prostu bezwiednie odpalam i pykam dalej. Palenie fajki powinno być przyjemnością, a nie nerwowym pilnowaniem żaru.
Konia z rzędem temu kto odgadłby po smaku czy tytoń jest ponownie odpalony, czy też tli się od pierwszej zapałki. Taki "tytoniowy kiper" chyba się jeszcze nie narodził.
Nie ma co przesadzać z tymi wyrafinowanymi ceregielami, fajka to po prostu rzecz ludzka, dla każdego i najważniejsze by smakowała.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Jak palić”